Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/dedit.ta-przejsc.stargard.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
mencie szepnął:

potem zamknac drzwi, bo kiedy Victoria wróciła, nie

mencie szepnął:

gdzie się zatrzymała. Martwił się o nią. No tak, nie martwił się o nią wcale przez wszystkie te lata, kiedy nie było
- Chyba tak.
- Powie. Z czasem.
ponuro -Ale ona zawsze była głupia. Tak jak i jej brat.
wiedziała, kim był jej ojciec. Szybko zaczeła dojrzewac,
na wnuka i na jej ustach pojawił sie pełen dumy, rozanielony
- Skłamał pan w sądzie.
jak to chłopaki. Ale potem przyłapano Smitha i młodego McCalluma, jak strzelali do skrzynek pocztowych. W tym
- Ale sam mówiłes, ¿e...
Wielebny i... no tak, Marla przypomniała sobie teraz.
- Znowu tu jesteś? - spytał powoli.
razie, prywatny detektyw nie potrafił odnaleźć dziewczynki.
długie sekundy. Marla miała coraz wieksza ochote, by
- Nawet o tym nie mysl - mrukneła do siebie. Musi

niemożliwego.

Mark, i tak wysoki i barczysty, wydawał się jej teraz je¬szcze potężniejszy. Widziała pięknie zarysowane mięśnie na klatce piersiowej i ramionach. Jakiż on musiał być silny! Rze¬czywiście, przy kimś takim Henry mógł spać spokojnie...
Małego Księcia.
kiedyś Mały Książę do Róży. - Czy dlatego czasem nie chce być sobą i pragnie się być kimś innym?
- Nie szukam twojej aprobaty. - Szkoda - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - To coś bardzo specjalnego. Gdy zamówienie było gotowe, zanieśli papierowe łódki wypełnione jedzeniem na pobliski stolik skrywający się pod koronami zielonych dębów. Z najniższych gałęzi, pomiędzy brodami mchu hiszpańskiego zwisały sznury lampek choinkowych. Któryś z klientów włączył radio, dostrajając je do stacji grającej muzykę zydeco, co potęgowało nastrój miejsca. Najpierw zjedli gumbo. Potem Beck zaczął się przyglądać, jak Sayre odwija serwetkę, w którą była zawinięta kanapka. Bułka domowego wyrobu, gorąca, maślana, miękka wewnątrz, z chrupiącą skórką. Pomiędzy dwoma połówkami piętrzyły się tłuste, obtoczone w bułce tartej krewetki prosto z wrzącego oleju, liście sałaty i remulada. Wszystko to Sayre polała jeszcze sowicie sosem tabasco z butelki na stole. Odgryzła spory kęs. - Pyszne - mruknęła, przełykając. - W San Francisco mają niesamowitą kuchnię, ale to smakuje jak... - Jak co? - Jak dom. - Uśmiechnęła się z widocznym smutkiem i tęsknotą. Wpatrywał się w nią, jedząc. Wiedział, że Sayre to zauważyła. Czuła się niezręcznie, będąc w centrum jego uwagi, chociaż próbowała pokryć zmieszanie nonszalancją. Wreszcie zmarszczyła brwi i spytała: - Mam na twarzy sos albo coś w tym stylu? - Nie. - Więc dlaczego tak na mnie patrzysz? Spojrzeniem prowokował ją, by sama zgadła, ale nie podjęła wyzwania. Wrócili do jedzenia. Po jakimś czasie Beck zapytał: - Czy ty się kiedykolwiek pocisz? Spojrzała na niego i zamrugała, nie rozumiejąc: - Słucham? - Jest tu goręcej niż w samym piekle, nie ma wiatru, wilgotność powietrza sięga chyba dziewięćdziesięciu dziewięciu procent, połykasz sos z ostrej papryki niemal łyżkami, a mimo to zupełnie się nie pocisz. Twoja skóra nie jest ani trochę wilgotna. Jak to możliwe? - Ty też się nie pocisz. Beck otarł czoło rękawem i zademonstrował wilgotną plamkę. - Całe litry tego świństwa spływają mi po plecach i zbierają się wokół talii. - Była to oczywiście przesada, co wywołało szczery uśmiech Sayre. - Pocę się, chociaż rzadko - przyznała. - Muszę się naprawdę wysilić. - Ach, dobrze wiedzieć - odparł. - Zaczynałem już podejrzewać, że jesteś kosmitką i w ogóle nie masz gruczołów potowych. Gdy skończyli posiłek, Beck zgarnął śmieci i wrzucił do jednej z beczek po oleju, przekształconych w śmietnik. Wrócił do stolika, usiadł na blacie i oparł stopy na ławce obok Sayre. Zaczerpnął łyk piwa i spojrzał jej w oczy. - Masz coś przeciwko doktorowi Caroe? Ostrożnie odstawiła butelkę i serwetką pieczołowicie otarła jej powierzchnię z kropli wody. - Czy moja niechęć była aż tak widoczna? - Bardzo. Mając do wyboru, wymienić uścisk dłoni z doktorem albo pozostać w moich ramionach... - przerwał i zaczekał, aż popatrzy na niego - wolałaś nie podać dłoni doktorowi Caroe. Wiedząc, jak bardzo mnie nie lubisz, przyjmuję, że musisz nienawidzić tego człowieka. Sayre odwróciła głowę i spojrzała w kierunku grupki ludzi jedzących przy sąsiednim stoliku.
- Ani ja. A jednak obowiązki należy wypełniać. Skoro ja mogę, to ty też.
wpływem wiatru, uniemożliwiła Motylowi lądowanie na sobie.
- Stoję na żwirze - odparł. - Ale nie polecam, to dobre dla fakira. Nie mam pojęcia, jak Tammy to wytrzymuje. A tak w ogóle to dzień dobry.
Pijaka. Zachęcał go, by natychmiast wyruszył w podróż. Zaprosił też Pijaka do siebie, gdyż miał dla niego mały
- Czy gdy wybierzemy się w Nieznany Czas, pozostaniemy na naszej planecie? - Mały Książę obawiał się
- Może przestałeś być sobą i tylko udajesz siebie - powiedział spokojnie Mały Książę. - Ale, jeśli zechcesz, możesz
- Ja? - Zaśmiała się tym swoim perlistym śmiechem, który lubił coraz bardziej.
bardziej irytującym i przykrym.
- Słuchaj, nie możesz przez następne dwadzieścia jeden lat siedzieć zamknięta w tym pokoju i się dąsać.
I Ty też tego potrzebujesz. Przepraszam, jeśli wtrącam się w nie swoje sprawy, ale musisz wreszcie przestać się bać. Nauczyłeś się tłumić uczucia, by już nikt nie mógł Cię zranić. Teraz jednak pojawił się Henry i jakoś znalazł drogę do Twojego serca. To szansa dla Ciebie. Opieka nad nim dobrze Ci zrobi, pomoże Ci się otworzyć i żyć pełnią życia.
zaczęła się do niego wdzięczyć. Wszak była wielką zalotnicą.

©2019 dedit.ta-przejsc.stargard.pl - Split Template by One Page Love